W Łącku ponownie się dzieje

Każdy z nas słyszał lub zna umiejscowione w centrum Polski Stado Ogierów w Łącku. Przez lata, dowodzone twardą ręka Michała Wojnarowskiego było właścicielem wszystkich państwowych ogierów pełnej krwi angielskiej, przez kilkanaście lat funkcjonowała przy stadzie stadnina koni pełnej krwi angielskiej. Region mazowiecki znany jest z licznie reprezentowanych i dobrej jakości koni zimnokrwistych, których nie mogło zabraknąć także w Łącku. Ale lata transformacji nie oszczędziły tego stada. Coraz trudniej było rywalizować z prywatnymi hodowcami i przez kilkanaście kolejnych lat mało się słyszało o tym stadzie ogierów, które swego czasu było jednym z największych pod względem liczebności i jakości ogierów. Ale może ten czas należy do przeszłości? Ponownie w Łącku się dzieje.

Tekst: Anna Cuber

W listopadzie odbyły się tam dwie udane imprezy: próba dzielności po stacjonarnym 100 dniowym treningu, głównie dla ogierów własności takich potęg niemieckich jak: Gerd Sosath, Gestut Sprehe czy SO w Moritzburgu, a następnie Ogólnopolski Czempionat Koni Rasy SP, także licznie obsadzony jak na tak trudne covidowe czasy.

Próbę dzielności, licznie wizytowaną przez właścicieli niemieckich, wygrał siwy Hickstead Junior OS, 2016 (Hickstead White – m. po Chico’s Boy) wyhodowany przez Stację Ogierów Sprehe, własności SO Moritzburg. Ogier ten w 2019 ukończył 14 dniowy test w Schlieckau i otrzymał wysokie noty za predyspozycje skokowe 8,55, ale za predyspozycje ujeżdżeniowe już 6,76. Podczas próby w Łącku podobał się zarówno Komisji, jak jeźdźcowi testowemu w dyscyplinie ujeżdżenia – Teresie Tomaszewskiej. Skończył próbę z następującymi ocenami: ogólna 8,2, ujeżdżeniowa 8,3 i skokowa 8,0.
Bardzo wysoką czwartą pozycję uzyskał wielkopolski/poch.trk. Dacerus, ur. 2017 (Eloquent trk. – Datura wlkp / Life and Liberty xx) hodowli i własności SK Liski. Ogier ten wyróżniał się jezdnością (bardzo wysokie noty otrzymał za tę cechę od obu jeźdźców testerów), ale także w ocenach kierownika ZT wyróżniał się pod względem temperamentu, charakteru i przydatności do treningu. Jego noty to: ogólna 7,7, ujeżdżeniowa 7,8 i skokowa 7,7.
Na 17 ogierów przystępujących do treningu dwa nie sprostały wymaganiom i nie mogą otrzymać wpisu do polskich ksiąg półkrwi.

© Zdjęcia: Katarzyna Wiszowaty.

Wszelkie kopiowanie, dystrybucja, elektroniczne przetwarzanie oraz przesyłanie zawartości bez zezwolenia jest zabronione. 

Podczas Ogólnopolskiego Czempionatu Koni Rasy SP ocenie podlega nie tylko użytkowość – skoki luzem, ale także typ, pokrój oraz chody luzem. Komisja składała się z dwóch polskich specjalistów – Jarosława Lewandowskiego, Henryka Sobonia oraz Wolfa Lahra – znanego niemieckiego specjalistę od koni wierzchowych, który swego czasu pełnił funkcję zastępcy dyrektora hodowlanego w FN-ie (Warendorf). Komisja nie miała łatwego zadania, ponieważ czempionatowe klacze i ogiery, a także jeden wałach, reprezentowały różne typy koni wierzchowych, o różnej jakości użytkowej, kondycji czy chodach podstawowych.
Wśród klaczy najlepsza okazała się mazurska J’Adore, 2018 (Diacontinus han. – Jenny wlkp / Cooper hol.). Ta mocna, bardzo zrównoważona klacz i powtarzalna pod względem techniki skoków została wyhodowana przez Andrzeja Herrmanna. J’Adore stanowi 7 pokolenie wyhodowane w jego stajni w Kronowie (sic!), hodowca ten co roku zaźrebia maksymalnie 4 klacze. Dużym sukcesem tego hodowcy jest wyhodowanie brązowego medalisty Mistrzostw Polski Młodych Jeźdźców 2020 – wał. Kronos sp, 2012 (Diarado hol. – Karmelowa Dama sp / Love Affair han.), dosiadanego przez, Filipa Lewickiego. W tym roku dwa konie jego hodowli zostały zakwalifikowane do tegorocznych MPMK w skokach. Były to Sir Diarado sp, 4l (Diarado hol. – Sharisma hol. / Charisma hol.) oraz Diatendra sp, 5l (Contendro hol. – Diarada old. / Diarado hol.). Wspomniany już Sir Diarado wygrał silnie obsadzony Czempionat w skokach luzem podczas poznańskiej Cavaliady w 2017 roku. Obecna jego kwalifikacja do MPMK świadczy o prawidłowej drodze rozwoju – najpierw sprawdzenie w grupie równolatków w skokach luzem, a później już siodło i parkur. Drugie miejsce w Czempionacie w Łącku zdobyła inna w typie niż J’Adore siwa klacz hodowli Andrzeja Gołasia, o wdzięcznej nazwie Cleo, 2018 (Cornet Obolensky BWP – Creolka III G. / Cros). Klacz ta żeńska, chętna i lekko skacząca stanowi obiecujący materiał na przyszłość. A trzeba dodać, że Cleo jechała setki kilometrów – aż z zachodniej Polski, aby wystąpić w naszym Czempionacie.
Wśród ogierów najlepszym okazał się bardzo energiczny Casino White SM (Hickstead White SM – Cantinera hol. / Cassini I), który już bardzo dobrze pokazał się czyli wygrał, konkurs w skokach luzem podczas Dni Polskiego Konia Sportowego, które odbyły się na terenie Kujawsko-Pomorskiego OZHK w Jarużynie 2020. Ten siwy ogier został wyhodowany i stanowi własność Ferdynanda Szczepaniaka. Drugie miejsce zajął gniady, w nowoczesnym typie Negresco S, po Cornet Obolensky BWP, od klaczy Nevada S – pełnej siostry slynnego og. Nevados S. Negresco S wyhodował Hubert Szurik, a obecnym jego właścicielem jest Wiktor Natan Duda. Ogierem tym jest zainteresowany znany jeździec Holger Wulschner, jeden z niewielu zawodników z NRD, którzy zrobił karierę w Niemczech Zachodnich. Lata temu dosiadał znanego z polskich parkurów ogiera holsztyńskiego Cabrol Amicor (Jacek Bobik).
Przewodniczący Komisji Oceny Czempionatu Koni SP – Wolf Lahr był pod wrażeniem jakości 2 letnich klaczek, ale zwrócił także uwagę na ogierki 3 letnie. Przyznał, że te najlepsze nie odbiegają jakością od koni przedstawianych na konkursach w Niemczech.
Mimo tak trudnych pandemicznych czasów właściciele prezentowanych koni dobrze je przygotowali. Większość koni była w dobrej kondycji, nie bała się nowego miejsca, miała zaufanie do prowadzących. Podczas Czempionatu informacji o pochodzeniu prezentowanych koni ale nie tylko o ogierach w ich rodowodzie, ale także o wynikach sportowych i hodowlanych koni po stronie żeńskiej interesująco opowiadał Tomasz Bagniewski.

Dziękuję hodowcom i właścicielom i do zobaczenia za rok!

© Zdjęcia: Katarzyna Wiszowaty.

Wszelkie kopiowanie, dystrybucja, elektroniczne przetwarzanie oraz przesyłanie zawartości bez zezwolenia jest zabronione. 


Rozmowa z Krzysztofem Kierzkiem – głównym hodowcą w SO Łąck, prezesem Związku Hodowców Polskiego Konia Szlachetnego Półkrwi, członkiem Prezydium PZHK, Komisji Księgi Stadnej koni rasy sp oraz Komisji Koordynacyjnej PZJ/PZHK.

Kiedyś Stado Ogierów Łąck tętniło życiem, stajnie były pełne ogierów, pobierano od nich nasienie, inseminacja klaczy na miejscu. Następnie kilka lat stagnacji i teraz kolejne zmiany. Powiedz, co zostało zrobione już w stadzie, jakie nastąpiły zmiany infrastrukturalne.

Chciałbym, aby Łąck był łącznikiem między hodowlą a sportem. Dlatego jednym z celów była realizacja infrastruktury sportowej. Powstają 3 place do jazdy – 2 otwarte (już oddane do użytku) i 1 zadaszony (firmy Equiprojekt), w przyszłości przewidujemy „lifting” hali, w której już teraz jest bardzo dobre podłoże. Kolejnym realizowanym projektem jest budowa krosu z przeszkodą wodną i bankietem. Stawiamy nie tylko na sporty wierzchowe – w fazie projektowania są już przeszkody powożeniowe, na miejscu trenuje Weronika Kwiatek, odbyły się już pierwsze zawody w tej konkurencji. Liczę, że Łąck stanie się atrakcyjnym miejscem również dla zawodników i hodowców pasjonujących się powożeniem.
W przyszłości, mam nadzieję, uda się przeprowadzić remont stajni. Ważnym przyszłościowym projektem jest także poprawa infrastruktury noclegowej.
Dalej chciałbym organizować ZT dla ogierów i klaczy, czyli poddawać treningowi młode konie oraz organizować zawody w różnych konkurencjach. Łąck jest miejscem odpowiednim do treningu jeźdźców oraz rozwinięcia rekreacji, z której najlepsi trafialiby do sportu.
Chciałbym, aby od przyszłego sezonu rozpłodowego, do funkcjonującego przy Stadzie centrum rozrodu powróciła regularna inseminacja klaczy. Posiadamy bardzo dobrą infrastrukturę i wyposażenie do tego celu, co w połączeniu ze wzbogaceniem oferty banku nasienia może stanowić bardzo atrakcyjne rozwiązanie dla hodowców.

Aby zrealizować te cele, zresztą oczywiste w przypadku stada ogierów, potrzebni są odpowiedni pracownicy.

Pracując już w kilku końskich miejscach w Polsce jak: stadnina Stanisława Szurika, SK Dobrzyniewo czy Technikum Hodowli Koni w Bielicach, wiem, że firma to ludzie. Bez ich pomocy, wiedzy, doświadczenia, chęci i zaangażowania nic się nie zrobi, albo zrobi się mało. To jest słynne „soft power”. Ważne, aby każdy z nas – pracowników tego stada utożsamiał się z firmą i jej działaniami, a co najważniejsze, wierzył w sukces całego przedsięwzięcia, jakim jest ponowne wpisanie tego stada na mapę hodowlano-sportową Polski. Moje słowa można uznać za górnolotne, ale taka jest prawda. W naszych działaniach ważny jest każdy dzień powszedni. Czasem wydaje mi się, że w to codziennie działanie wkradł się pewien marazm, co jest zrozumiałe, biorąc pod uwagę wcześniejszy brak podejmowanych przez stado inicjatyw. Każdego z pracowników oceniam jako wartościową osobę, mam dla nich duże uznanie, ale chciałabym, aby byli bardziej zaangażowani w ten dzień codzienny i wierzyli w nasz sukces – sukces w przyszłości i w to, że budują go tu i teraz. Jeśli jednak chociaż częścią mojej wiary uda się „zarazić” „załogę” to pójdziemy razem do przodu, jeżeli nie, to taki zespół będziemy budować od początku.

Zrobiłeś na terenie Łącka 100-dniowy trening, próbę dzielności oraz Ogólnopolski Czempionat koni sp. Wszystkie te imprezy wypadły pod względem organizacyjnym bardzo dobrze, zresztą już jako kierownik ZT w Bielicach dałeś się poznać jako sprawny organizator. Jakie więc masz plany na najbliższą przyszłość w Łącku?

Muszę wspomnieć także o kwalifikacji ogierów ardeńskich… Cieszę się, że te działania są odbierane pozytywnie, zwłaszcza że organizacja takich imprez na „placu budowy”, jakim wciąż jest Łąck, nie jest najłatwiejsza. Nawiążę jeszcze raz do znaczenia zespołu. ZT i czempionat mogły dobrze wypaść dzięki zaangażowaniu wielu osób, z którymi w większości przypadków współpracowałem już w Bielicach. Mam na myśli jeźdźców i luzaków. Wiedziałem, że mogę na nich liczyć, bardzo im za to dziękuję. Mam nadzieję, że w kolejnych przedsięwzięciach będę mógł w większym stopniu liczyć na stałych pracowników stada.

Co do planów na najbliższą przyszłość… po pierwsze hodowla. Dokonaliśmy już pierwszych zakupów ogierów, trwają rozmowy dotyczące kolejnych. Jak już wspominałem uruchomienie centrum rozrodu wydaje się priorytetem, zwłaszcza że sezon stanówki tuż tuż. Z tym wiąże się organizacja ZT dla klaczy i ogierów. Chciałbym stworzyć taką ofertę dla hodowców, aby przy niewielkim ich wysiłku, mogli dużo skorzystać. W praktyce wyobrażam to sobie tak, że hodowca powierza nam klacz do treningu w ZT (który na szczęście jest wciąż dotowany przez PZHK) i podczas pobytu w ZT lub po jego zakończeniu klacz zostaje zainseminowana. Hodowca odbiera klacz ocenioną w ZT, źrebną (z potwierdzoną ciążą), która może być materiałem hodowlanym na przykład do sprzedaży. Hodowca otrzymywałby także materiały promocyjne – zdjęcia i filmy wykonane w trakcie treningu. Jeden transport do Łącka i klacz „z głowy”. Wydaje mi się, że jest to szczególnie atrakcyjne dla hodowców, którzy nie posiadają swojej infrastruktury treningowej, mają problem z dostępnością lekarzy weterynarii itp.
Ważnym elementem naszej przyszłości jest trening ogierów stadowych, ale tych młodych, dla części jest już nieco za późno, ale będziemy próbować. Mamy szczęście współpracować z Weroniką Kwiatek, stacjonującą ze swoimi końmi u nas, która obiecała poprowadzić trening dwóch ogierów śląskich. Z ogierami i końmi wierzchowymi spróbuję sobie poradzić, przyda się doświadczenie z treningu młodych koni z ZT w Bielicach, a wiedza uzyskana wraz z tytułem trenera sportu PZJ też jest dla mnie ważna. Podczas treningu ogiery nie trafią do dzierżawy (bądź trafią krótkoterminowo), ale będzie możliwe pozyskanie od nich świeżego nasienia i inseminacja na miejscu w Łącku. Sam wiele lat zajmowałem się hodowlą i w moim odczuciu jest to najlepsza forma pozyskiwania nasienia – zdecydowanie tańsza od obrotu mrożonym nasieniem i łatwiejsza logistycznie od krycia naturalnego. Także, co ważne, najtańsza.

A bardziej konkretnie? Co zamierzasz organizować w Łącku?

Na pewno imprezy hodowlane – czempionaty, próby dzielności, pokazy ogierów, premiowanie źrebiąt. Liczę na dalszą współpracę z PZHK i ościennymi WZHK. Ponadto już jest kilka zawodów ogólnopolskich zgłoszonych do kalendarza PZJ, ale będzie ich znacznie więcej także na poziomie regionalnym. We wszystkich konkurencjach.

To pytanie powinno paść: czy w Twoich planach na przyszły rok uwzględniasz także MPMK?

Wspomniałem, że planowane jest kilka imprez ogólnopolskich i regionalnych. Stado musi nauczyć się organizacji zawodów, nie boję się wyzwań, zresztą uczestniczyłem w organizacji dużych zawodów niejednokrotnie. Pozornie MPMK to zwykłe zawody, ale przedsięwzięcie jest dość skomplikowane. Organizacyjna poprzeczka zawieszona przez ośrodek Stragona Strzegom jest bardzo wysoko. Realnie oceniając możliwości, oczywiście zastanowimy się nad złożeniem oferty, w tym roku??, może na wybrane konkurencje. W przyszłości po spełnieniu pewnych warunków, wydaje się, że SO Łąck będzie wymarzonym miejscem dla organizacji tej imprezy, ale wcześniej trzeba te warunki spełnić. Mówię to nie tylko jako przedstawiciel stada, ale również jako członek prezydium PZHK, po prostu czuję się w części odpowiedzialny za tę imprezę.

Co planujesz w sprawie zapełnienia stajni Łącka ogierami? Co zaproponujesz hodowcom ogierów półkrwi?

Wspomniałem już o pierwszych zakupach, o kolejnych jeszcze nie czas mówić. Będę stawiał na młode ogiery „z mocną genetyką”, taką jak u zakupionego holsztyńskiego ogiera Cas Casall, 2016 (Casall – Endira / Castelan II). Nie wykluczam dzierżawy czy wypożyczenia ogierów, na przykład tych, które znam z ZT – wiem, co potrafią, jak zachowują się w treningu, jakie mają mocne i słabe strony. Będę więc wiedział, do jakich klaczy pasują najlepiej. Na pewno nie chcę robić pochopnych zakupów, tylko dlatego że mamy dziś mało ogierów (bo to prawda). Raczej będę czekał, a właściwie czyhał :-) na atrakcyjnego konia.

Czy myślałeś o zakupie nasienia obcych ogierów i inseminacji nim na miejscu przygotowanych weterynaryjnie klaczy w Łącku?

Zakup nasienia z „górnej półki” nie wydaje mi się najlepszym rozwiązaniem. Nasienie takie można nabyć w wielu stacjach w Europie bez większych problemów i nie widzę powodu, żebyśmy mieli wydawać wielkie kwoty, żeby powielać ich ofertę. Oczywiście zakładam współpracę z najlepszymi stacjami, jestem nawet już po pierwszych rozmowach dotyczących dystrybucji nasienia ich ogierów. Ponadto w banku nasienia wciąż są całkiem niezłe, może niekiedy zapomniane ogiery, które można z czystym sumieniem polecić hodowcom.

Czy Łąck zamierza wznowić działalność stacji pobierania nasienia, o której już wspominałeś?

Stacja ta działa cały czas, choć może nie na pełnych obrotach. W tym roku formalnie odnowiliśmy upoważnienie do wydawania świadectw zootechnicznych jako centrum pozyskiwania i przechowywania nasienia. Za chwilę zaczynamy mrozić nasienie ogiera, który dopiero co ukończył ZT. Mamy też wspólne plany z Instytutem Zootechniki, co do mrożenia nasienia istotnych ogierów dla programu ochrony zasobów genetycznych. Oczywiście oferta mrożenia nasienia otwarta jest dla wszystkich właścicieli ogierów, nie wykluczam współpracy z właścicielami ogierów prywatnych. O dystrybucji nasienia świeżego już wspominałem.

Na zakończenie naszej rozmowy chciałabym zadać Ci pytanie dotyczące treningu młodych ogierów. Kilkukrotnie rozmawialiśmy o kwestii przygotowania młodych 2,5-3-letnich ogierów. Masz okazję trenować ogiery polskich oraz niemieckich właścicieli. Powiedz, jaka jest różnica w treningu ogierów, które przychodzą na różnym stopniu wytrenowania i jak to w przyszłości może zaważyć na wyniku próby oraz dalszej karierze sportowej takiego ogiera?

Stopień przygotowania, a właściwie cały proces odchowu i treningu na wczesnym etapie, ma wielki wpływ na wynik. Ktoś powie, że jak koń się dobrze rusza, czy skacze, to i tak się obroni. Oczywiście tak, ale… Często bywa, że koń na kwalifikacji zaprezentowany w skokach luzem wygląda bardzo obiecująco – jest pełen ekspresji, rusza się chętnie, obszernie, jest elastyczny itp. Cały szkopuł w tym, aby po 100 dniach treningu pokazał to samo pod jeźdźcem, i tu zaczynają się często problemy u koni, które wcześniej nie były dobrze przygotowane. Koń, który wcześniej „nic” nie robił, albo co gorsza rozpoczął trening, a często jakikolwiek ruch, tuż przed rozpoczęciem ZT, nie jest w stanie podołać normalnym obciążeniom. Pojawia się zmęczenie, mikrourazy, z którymi niewytrenowany organizm nie jest sobie w stanie poradzić na przestrzeni 100 dni treningu. Do tego nakłada się stres związany ze zmianą miejsca, żywienia, obciążenia treningiem itd. I zamiast konia trenować, często trzeba go na początku bardzo oszczędzać, bądź nawet leczyć. Często wtedy słyszy się od właściciela: „Panie, przecież on nigdy nie kulał…”, zwykłem wtedy odpowiadać „tak, bo nic nie robił…” Jest to dla mnie, a przede wszystkim dla konia, duży problem. Dobranie programu treningowego dla takiego konia, to często żonglowanie jego zmęczeniem a nawet zdrowiem, a nie realizacja założonego ogólnie planu.
Hodowcy z Niemiec wydają się poważniej podchodzić do tego tematu. Generalizując, ich konie może nie są „zrobione” szczególnie dobrze treningowo, ale niemalże wszystkie przychodzą w dobrej kondycji fizycznej, dobrze umięśnione, wybiegane, po prostu okrzepłe już w treningu. To rodzi oczywiście inne problemy, jak zapanować nad ich temperamentem… To oczywiście żart – przyjemnie jest pracować z koniem, który jest pełen ekspresji i witalności, nawet jeśli czasem trochę broi…
Nie odnoszę moich spostrzeżeń do ostatniego ZT, ale do wszystkich dotychczas zrealizowanych. To samo dotyczy klaczy. Okres ZT to czas zrealizowania, na miarę możliwości, całej skali szkoleniowej – oczywiście w mikroskali. Jeżeli koń przychodzi zaledwie w początku tzw. fazy przyzwyczajania, to nie daje mu się szansy zbytniego zbliżenia do dalszy etapów. Na próbie oczywiście chcielibyśmy widzieć konie posłuszne, oparte na zadach, kroczące z „lekkim przodem”, przy tym w pełni elastyczne… Nie jest to możliwe na koniu bez zbudowanego umięśnienia, a ten proces trwa bardzo długo, na pewno nie dwa czy trzy miesiące.
Priorytetem mojego podejście do koni w ZT jest eksponowanie ich naturalnych możliwości, a nie „preparowania ich na pokaz”. Cieszę się, że zostało to zauważone przez niemieckich hodowców, którzy często pytani o powód powierzania nam koni, podają właśnie ten argument. Oni jednak wiedzą, że jeśli koń będzie gotowy to „poprosimy” go o większe zebranie i jest szansa, że się lepiej pokaże, więc starają się po prostu lepiej przygotować konia do ZT.

Na koniec chciałabym zaznaczyć, że SO Łąck jest otwarty na współpracę ze wszystkimi prywatnymi hodowcami, jeźdźcami, sportowcami czy instytucjami.
Zapraszamy do rozmów, a także odwiedzenia Łącka w nowej szacie.

Dziękuję za rozmowę.

Przewiń do góry