Jeszcze raz o Skaryszewie: Tu nie dobija się koni

Tekst artykułu: Barbara Gruszka-Zych

– Ogier idzie! – krzyczy właściciel sztuma. Tłum rozdyskutowanych mężczyzn rozstępuje się. Koń niczym model na wybiegu pręży pęciny i kark. Choć wydaje się, że nie ma warunków – jest rasy zimnokrwistej – krępy i szeroki.

– Warto koniowi zaglądać w zęby? – pytam. – Zwłaszcza przy zakupie, bo kto się zna, to po zębach może określić, ile koń liczy lat – odpowiada. – Niektóre mają wady zgryzu, czyli tzw. zęby zakładnie, gorzej potem trawią. Jak który kładzie po sobie uszy, to znak, że będzie gryzł, kopał. Bywają takie narowiste, że nie dadzą się ułożyć. Nie mogą wtedy chodzić w zaprzęgu. – Z koniem trzeba pracować jak z dzieckiem, uczyć zaprzęgu, żeby podawał nogę, kiedy trzeba obrobić kopyta – dopowiadają koledzy pana Zbigniewa. – To wymaga pracy na co dzień. – My kochamy swoje konie – podkreśla pan Zbigniew. Czytaj dalej…

Przewiń do góry