Aktualności

„Mniej znaczy więcej” czyli o pierwszej i jedynej wizycie Klausa Balkenhola w Polsce

18 grudnia 2019 · Kategoria: Konferencje, seminaria, szkolenia i wykłady, Ujeżdżenie, ·

Świadome jeź­dziec­two. Tak mogła­by brzmieć naj­krót­sza recen­zja tego, co poka­zał Klaus Balkenhol w Bobrowym Stawie pod­czas 3‑dniowego paź­dzier­ni­ko­we­go szko­le­nia. Wydawnictwo o iden­tycz­nym i jak­że traf­nym w tym przy­pad­ku tytu­le – „Świadome Jeździectwo” (w oso­bie Jakuba Stępkowskiego, któ­re­go war­to­ścio­we książ­ki moż­na kupić nie tyl­ko pod­czas takich szko­leń), kolej­ny już raz zapro­si­ło do Polski oso­bę zna­ną, doświad­czo­ną spor­to­wo oraz szko­le­nio­wo (współ­or­ga­ni­za­to­rem była Fizjoterapia i Masaż Koni Moniki Tołkacz-Paszkiewicz). Był to sam Klaus Balkenhol. 3 dni to mało, jak na prze­ka­za­nie całej wie­dzy, ale wska­za­nie kie­run­ku w któ­rym ma podą­żać dany jeź­dziec z kon­kret­nym koniem to już coś. Dlaczego Balkenhol jest waż­ny? Bo pod­cho­dzi holi­stycz­nie do koni i ich tre­nin­gu. Wytrenował nie tyl­ko swo­ją cór­kę, któ­ra jest w kadrze nie­miec­kiej, ale tak­że Helen Langenhanenberg, Debbie McDonald, Mathiasa Ratha oraz Guntera Seidela. Jest tak­że tre­ne­rem pol­skiej zawod­nicz­ki Beaty Stremler. Pełnił funk­cję tre­ne­ra swo­je­go rodzi­me­go kra­ju czy­li Niemiec, ale tak­że kadry ame­ry­kań­skiej. Potrafi nie tyl­ko dora­dzić jak roz­wią­zać pro­blem, ale tak­że uza­sad­nić swo­ją decy­zję oraz zna­leźć przy­czy­nę pro­ble­mu. Ale co naj­waż­niej­sze – dzie­lił się swo­ją wie­dzą o tym, jak dany pro­blem wpły­wa na cały orga­nizm konia.

Jest zwo­len­ni­kiem uroz­ma­ico­nych tre­nin­gów, krót­szych, aby zarów­no koń, jak i jeź­dziec nie poczu­li się zmę­cze­ni ćwi­cze­nia­mi, któ­re zawsze muszą być uroz­ma­ico­ne. „Mniej zna­czy wię­cej” – powta­rzał. Ważna dla nie­go jest prze­rwa w tre­nin­gu, pod­czas któ­rej koń powi­nien par­sk­nąć, czy­li odprę­żyć się, zre­lak­so­wać. Wielu może wyda­je się to śmiesz­ne, ale przy­po­mnij­my sobie jak waż­ne jest zła­pa­nie dru­gie­go odde­chu, gdy sami upra­wia­my sport. Wtedy to koń­skie par­sk­nię­cie nie jest już takie śmiesz­ne. Szkolił sie­bie oraz swo­ich uczniów według zasad szko­le­nia kla­sycz­ne­go. W Polsce powta­rzał: „gdy myśli­my o ska­li szko­le­nio­wej, nie moż­na pomi­nąć kro­ku 2 i zmie­rzać w kie­run­ku 4. To tak nie dzia­ła”. Jego tre­nin­go­wym cre­do jest pra­ca jak naj­bar­dziej zbli­żo­na do natu­ry konia i bycie fair w sto­sun­ku do swo­je­go koń­skie­go part­ne­ra. Jest jed­nym z tych tre­ne­rów, któ­rzy nie boją się pole­cać innych osób, poma­ga­ją­cych roz­wią­zać pro­ble­my z koń­mi spor­to­wy­mi. Nam opo­wia­dał o mło­dym Australijczyku Tristanie Tuckerze, obec­nie miesz­ka­ją­cym na sta­łe w Holandii zawod­ni­kiem kla­sy GP w ujeż­dże­niu, któ­ry potra­fi odna­leźć dro­gę do bar­dzo pro­ble­ma­tycz­nych koni.

Klaus Balkenhol, teraz 80 let­ni, wycho­wał się na far­mie w cza­sie, gdy konie pra­co­wa­ły jesz­cze w polu i na tych samych koniach star­to­wa­no zarów­no w ujeż­dże­niu, sko­kach czy WKKW. Nie było wte­dy takiej spe­cja­li­za­cji ani wśród koni, ani jeźdź­ców. Później, pra­cu­jąc jako poli­cjant, przy­go­to­wał swo­je­go pierw­sze­go konia, któ­ry tak­że pra­co­wał w poli­cji, do kla­sy GP. Był to Rabauke han., wał. 1968 (Eindruck II – Orientalin / Obermaat), poma­ga­jąc sobie… książ­ka­mi i kase­ta­mi video. Ale praw­dzi­we suk­ce­sy osią­gnął wraz z innym hano­wer­skim koniem o nazwie Goldstern (Weinberg – m. po Direx): były to zło­te meda­le olim­pij­skie w dru­ży­nie w latach 1992 i 1996, wie­lo­krot­ne tytu­ły Mistrza Niemiec i Europy. Jego szko­le­nia orga­ni­zo­wa­ne w świe­cie ścią­ga­ją set­ki osób, w Bobrowym Stawie było nas nie­wie­le, a trze­cie­go dnia znacz­nie mniej, ponie­waż pol­scy sędzio­wie uzna­li, że zali­czy­li już kurs licen­cyj­ny… Znany pol­ski sędzia mię­dzy­na­ro­do­wy, któ­ry kil­ka­krot­nie uczest­ni­czył w jego szko­le­niach w Niemczech – Wacław Pruchniewicz – przy­zna­je, że szko­le­nia Balkenhola zawsze były prze­my­śla­ne, logicz­ne i uza­sad­nio­ne. Dostrzega on nie­bez­pie­czeń­stwo jakie nie­sie ze sobą odej­ście od kla­sycz­nych zasad ujeż­dże­nio­wych.

Zapis rozmowy z Klausem Balkenholem podczas jedynego szkolenia organizowanego przez wydawnictwo „Świadome Jeździectwo” i Fizjoterapię i Masaż Koni Moniki Tołkacz-Paszkiewicz, które odbyło się w Bobrowym Stawie.

Czy różni się ujeżdżenie z Pana czasów od tego które obecnie możemy oglądać na międzynarodowych czworobokach?

Po II woj­nie świa­to­wej ujeż­dże­nie zosta­ło moc­no ukształ­to­wa­ne przez jaz­dę szko­ły kawa­le­ryj­skiej, a w latach 90-tych, kie­dy zaczę­to jeź­dzić agre­syw­nie i odda­la­no się od tej wła­ści­wej dro­gi – 12 stop­nio­wej ska­li szko­le­nio­wej czy­li tzw. szko­ły kla­sycz­nej nastą­pił prze­łom. Agresywnie czy­li szyb­ko i na bazie bru­tal­nych metod np. hiper­flek­sjii, wpro­wa­dzo­nej jako spo­sób tre­nin­gu przez zawod­ni­ków i tre­ne­rów holen­der­skich, ale tak­że spe­cjal­nych wędzi­deł. Wcześniej tre­ning był dla konia, a nie prze­ciw­ko nie­mu. Zaczęto uży­wać innych spo­so­bów jaz­dy, bar­dziej mecha­nicz­nych. Metody te nie były dosto­so­wy­wa­ne do koni. Problem w tym, że zawod­ni­cy naj­wyż­sze­go szcze­bla jeź­dzi­li agre­syw­nie i bru­tal­nie. Oni byli wzor­cem dla innych, inni ich naśla­do­wa­li. A naj­gor­sze jest to, że mie­li suk­ce­sy! Bo sędzio­wie nie­pra­wi­dło­wo te prze­jaz­dy oce­nia­li i nie kara­li tych zawod­ni­ków. To trwa­ło bar­dzo dłu­go, ale na szczę­ście nastą­pił zwrot i powrót na pra­wi­dło­wą dro­gę szko­le­nia i jaz­dy. Ponowione ci topo­wi jeźdź­cy zaczę­li być pra­wi­dło­wym wzo­rem dla pozo­sta­łych. Powoli znaj­du­je­my się na wła­ści­wej dro­dze, co moż­na było zoba­czyć na ostat­nich Mistrzostwach Europy.

Kto obecnie jest dla Pana wzorem zawodnika ujeżdzeniowego?

Ciężko powie­dzieć. W daw­niej­szych cza­sach Reiner Klimke*, obec­nie jego cór­ka Ingrid, gene­ral­nie cała rodzi­na Klimke zawsze podą­ża­ła dro­gą kla­sycz­nej szko­ły jaz­dy. Bez wzglę­du jaką dys­cy­pli­nę jeź­dziec­ką się upra­wia, to ska­la szko­le­nio­wa dla każ­dej z nich pozo­sta­je ta sama, nie ma więc zna­cze­nia czy ktoś jeź­dzi samo ujeż­dże­nie, czy tak­że WKKW, czy sko­ki. W Niemczech sys­tem szko­le­nia, począw­szy od dzie­ci dosia­da­ją­cych kuców, a skoń­czyw­szy na zawo­dow­cach, opie­ra się o kla­sycz­ną szko­łę jaz­dy. Organizowane są licz­ne szko­le­nia podob­ne do takich, któ­re pro­wa­dzę dzi­siaj w Polsce, i są wspie­ra­ne przez Federację Narodową czy­li Niemiecki Związek Jeździecki z sie­dzi­bą w Warendorfie. Warto, aby Polski Związek Jeździecki wspie­rał szko­le­nia. Wracając do pyta­nia: obec­nie dobrze tre­nu­je swo­je konie Isabel Werth, cho­ciaż w prze­szło­ści nie robi­ła tego pra­wi­dło­wo, ale zmie­ni­ła swo­je podej­ście do tre­nin­gu. Werth ma bar­dzo dobrych spon­so­rów, ale ona się cią­gle szko­li i uczy. Jest teraz bar­dzo pro koń­ska i nasta­wio­na na dobro koni. Jest tak­że bar­dzo wszech­stron­na w szko­le­niu koni. Dorothee Schneider tak­że mi się podo­ba, jak tre­nu­je i jeź­dzi.

* Reiner Klimke był w kadrze A Niemiec WKKW, aby póź­niej skon­cen­tro­wać się tyl­ko na ujeż­dże­niu, podob­nie jest z Ingrid, któ­ra jest wyspe­cja­li­zo­wa­na zarów­no w ujeż­dże­niu, jak i WKKW.

Co oznacza wszechstronność Werth?

Jej wszech­stron­ność ozna­cza, że nie są to tre­nin­gi hala-boks-hala-boks i tak w kół­ko. Koń ujeż­dże­nio­wy powi­nien tak­że ska­kać od cza­su do cza­su, aby utrzy­mać ela­stycz­ność cia­ła, powi­nien też wyjeż­dżać w teren. Musi być kon­fron­to­wa­ny z róż­ny­mi bodź­ca­mi.

Czy od początku swojej pracy z końmi łączył Pan nie tylko wiedzę na temat samej jazdy konnej, ale także znajomość anatomii czy sposobach treningu, np. kondycyjnego, czy teorii wysiłku?

Jeździec musi znać wszyst­kie połą­cze­nia w cie­le konia, musi wie­dzieć jak to wszyst­ko funk­cjo­nu­je. Powinien wie­dzieć, że sto­su­jąc daną pomoc wpły­wa ona na taki to a taki mię­sień. Gdy bie­rze któ­rąś z wodzy musi wie­dzieć i czuć, na któ­rą tyl­ną koń­czy­nę to wpły­wa. W przy­pad­ku każ­de­go błę­du powin­no się doszu­kać przy­czy­ny i odpo­wie­dzieć na pyta­nie, dla­cze­go tak się dzie­je. Bo w prze­ciw­nym razie nie da się sko­ry­go­wać tego błę­du. Dla mnie jako tre­ne­ra bar­dzo waż­ne jest, aby ci, któ­rzy mnie słu­cha­ją wie­dzie­li o czym mówię, aby mnie zro­zu­mie­li. Jeżeli ktoś sie­dzi na tre­nin­gu 3 godzi­ny i nie rozu­mie, o czym mówię to stra­ta cza­su, szko­le­nie wte­dy nie ma sen­su. Nie war­to, abym przy­jeż­dżał.

Co sądzi Pan o takich imprezach, jak Mistrzostwa Świata Młodych Koni w Ermelo czy Bundeschampionat?

To są dobre impre­zy, tyl­ko fak­tycz­nie wysi­łek jakie­mu są pod­da­wa­ne mło­de konie jest duży. Często są prze­cią­ża­ne, bo jeźdź­cy chcą poka­zać je jak naj­le­piej. Co ozna­cza, że star­tu­ją na mło­dych koniach, któ­re wyglą­da­ją jak konie 8‑letnie. To nie jest dobre. Dodatkowo jesz­cze takie konie wygry­wa­ją. Za wcze­śnie są obcią­ża­ne. Jest to dla mnie pro­blem, nie jeż­dżę na te zawo­dy. Nie podo­ba mi się, że obec­nie trze­ba konia wyszko­lić jak naj­wcze­śniej, poka­zać i sprze­dać. Nie podo­ba mi się spo­sób poru­sza­nia się tych koni, na tych impre­zach nie wspie­ra się ich natu­ral­ne­go ruchu, tyl­ko czę­sto oce­nia się sztucz­ną jakość cho­dów. Tak napraw­dę pro­blem jest z sędzia­mi, któ­rzy to akcep­tu­ją.

Jakie konie ujeżdżeniowe pod względem rodowodowym lubi Pan najbardziej?

Koń ujeż­dże­nio­wy sam z sie­bie powi­nien wyka­zać chęć do dzia­ła­nia, być zain­te­re­so­wa­nym tym, co ma robić. Druga spra­wa bar­dzo waż­na to jakość cho­dów pod­sta­wo­wych. Bardzo lubię konie z krwią og. Donnerhall – bar­dzo chęt­nie współ­pra­cu­ją i widać postę­py w tre­nin­gu z nimi. Te konie nie są ani za krót­kie, ani za dłu­gie, mają odpo­wied­nio osa­dzo­ną szy­ję. Lubię też konie z rodu og. Quarterback.

Piastował Pan stanowisko trenera ekipy niemieckiej oraz amerykańskiej. Dwie nacje tak różne od siebie. Jak to się udawało?

Zgadzam się, że są to róż­ne men­tal­no­ści, ale zarów­no jed­ni, jak i dru­dzy uczy­li się od swo­ich koni i one ich połą­czy­ły. Czy to w Europie czy USA są one men­tal­nie iden­tycz­ne. Nie zmie­nia­ją się, są łącz­ni­kiem mię­dzy kul­tu­ra­mi. Faktycznie kul­tu­ra jeź­dziec­ka w Europie i USA jest inna, ale waż­ne było, abym w Ameryce mógł poka­zać jeźdź­ców, któ­rzy sta­no­wi­li­by przy­kład dla innych ame­ry­kań­skich zawod­ni­ków. To byli: Debby McDonald oraz Steffen Peters, któ­rzy tre­no­wa­li ze mną w Niemczech, i póź­niej mogli moje nauki prze­ka­zać innym zawod­ni­kom już w USA. Oczywiście byłem tak­że obec­ny wie­lo­krot­nie w tym kra­ju. Chciałbym jed­nak nad­mie­nić, że już wcze­śniej w USA byli dobrzy zawod­ni­cy, tre­no­wa­ni przez spe­cja­li­stów kie­ru­ją­cych się kla­sycz­ną szko­łą jaz­dy jak: Ugriumow z byłe­go Związku Radzieckiego czy Kalita.W obec­nej Rosji, a wcze­śniej Związku Radzieckim byli spe­cja­li­ści, ale od lat prze­sta­no zwra­cać w tym kra­ju uwa­gę na zasa­dy kla­sycz­nej szko­ły jaz­dy i nie mają już takich wyni­ków jak kie­dyś. Tak na mar­gi­ne­sie chciał­bym wspo­mnieć pew­ne­go pol­skie­go zawod­ni­ka – Michała Rapcewicza, któ­ry jeź­dził bar­dzo agre­syw­nie. Był czo­ło­wym zawod­ni­kiem i jego spo­sób jaz­dy zosta­wał w gło­wach ludzi oglą­da­ją­cych taki prze­jazd. Przykład idą­cy od topo­wych jeźdź­ców jest bar­dzo waż­ny, oni są na szczy­cie, ludzie na nich patrzą i myślą, że w Polsce nie ma dobrych jeźdź­ców. Tacy jeźdź­cy jak Beata Stremler czy Magda Zalewska powin­ny star­to­wać na zawo­dach mię­dzy­na­ro­do­wych, aby poka­zać dobre, pol­skie ujeż­dże­nie.

Późno zainteresował się Pan ujeżdżeniem. Dlatego tą dyscypliną?

Dorastałem na far­mie i od zawsze mia­łem do czy­nie­nia z koń­mi. Początkowo ska­ka­łem i upra­wia­łem WKKW, ale w koń­cu dosta­łem konie ujeż­dże­nio­we, zaczą­łem z nimi dalej pra­co­wać i stąd wła­śnie ta a nie inna dro­ga. Ale tak jak każ­dy prze­cho­dzi­łem przez okre­ślo­ne stop­nie: naj­pierw jeź­dzi­łem ot tak sobie, póź­niej zaczą­łem star­to­wać w regio­nal­nych zawo­dach, póź­niej ogól­no­nie­miec­kich, następ­nie mię­dzy­na­ro­do­wych, aż tra­fi­łem do kadry. I nagle byłem zasko­czo­ny, że wygra­łem igrzy­ska olim­pij­skie! Wraz z Rabauke zosta­łem zakwa­li­fi­ko­wa­ny do IO w Moskwie.

Dziękuję za rozmowę.

Tłumaczyła Paulina Ferdek.

Poniżej opi­nia Magdaleny Zalewskiej, któ­ra uczest­ni­czy­ła w tym szko­le­niu. Magda przez lata tre­no­wa­ła WKKW pod okiem Bogusława Jareckiego, dosia­da­ła m.in. konia Marengo, na któ­rym na IO w Atlancie wystar­to­wał Kamil Rajnert. Obecnie spe­cja­li­zu­je się w ujeż­dże­niu, jej bez­po­śred­nim tre­ne­rem jest Beata Stremler, któ­ra sta­cjo­nu­jąc w Niemczech jest tre­no­wa­na przez Klausa Balkenhola.

Zdecydowaliśmy się wziąć udział w szko­le­niu z tre­ne­rem Klausem Balkenholem, ponie­waż oprócz tego, że jest to nie­kwe­stio­no­wa­ny auto­ry­tet w ujeż­dże­niu, to jest to tre­ner mojej tre­ner: Beaty Stremler, któ­ra regu­lar­nie pra­cu­je z Klausem Balkenholem na naszych koniach, sta­cjo­nu­ją­cych w Niemczech. Beata Stremler regu­lar­nie przy­jeż­dża do naszej staj­ni Equesta Dressage szko­ląc nas i nasze konie. Koń, z któ­rym przy­je­cha­łam, to 10 let­ni wałach west­fal­ski Quintesence Sas. Od tre­ne­ra Balkenhola ocze­ki­wa­li­śmy, że wska­że nam naj­lep­szą dro­gę, któ­rą mamy podą­żać, wcho­dząc w ele­men­ty Grand Prix, czy­li piaf, pasaż i jakość galo­pu w piru­ecie. Klaus w natu­ral­ny spo­sób, po roz­prę­że­niu, prze­cho­dził do pra­cy nad tymi ele­men­ta­mi, a efek­ty przy­cho­dzi­ły same. Biorę udział w wie­lu szko­le­niach i to, co było kapi­tal­ne u Klausa, to nie­praw­do­po­dob­na chęć podzie­le­nia się wie­dzą, zarów­no z jeźdź­ca­mi, jak i publicz­no­ścią. Sam wcho­dził w dia­log ze słu­cha­cza­mi, czy wszyst­ko rozu­mie­ją, dopy­ty­wał sędziów, czy mają podob­ne do jego zda­nie na temat wyko­ny­wa­nych przez nas ćwi­czeń. Zależało mu, żeby­śmy wynie­śli w tego spo­tka­nia jak naj­wię­cej. Kopalnia wie­dzy, tyl­ko brać.

Magdalena Zalewska

Filip Poszumski – jeź­dziec, zawod­nik i tre­ner spe­cja­li­zu­ją­cy się w szcze­gól­no­ści w tre­nin­gu mło­dych koni, jeź­dziec testo­wy mło­dych koni w zakła­dach tre­nin­go­wych. Trenuje zawod­ni­ków, osią­ga­ją­cych suk­ce­sy, m.in. pod­czas Mistrzostw i Pucharów Polski. Trenował m.in. z Johanem Hinnemannem, Johanem Zagersem, Johannesem Augustinem czy Jonnym Hilberathem.

Zdecydowałem się wziąć udział w szko­le­niu z Klausem, ponie­waż to człowiek-legenda w świe­cie ujeż­dże­nio­wym, z ogrom­nym doświad­cze­niem, jak i rów­nież ze spo­so­bem podej­ścia do koni i ujeż­dże­nia, któ­ry bar­dzo mi odpo­wia­da, opie­ra­ją­cym się na kla­sycz­nej szko­le jaz­dy. Koń, z któ­rym wzią­łem udział w szko­le­niu, to 6‑letni wałach rasy hano­wer­skiej, po ogie­rze Royal Blend (dalej Rotspon), z mat­ki po Diamond Hit. Jest to koń, któ­re­go, przez jego ner­wo­wość, uwa­żam za jed­ne­go z trud­niej­szych, jeśli nie naj­trud­niej­sze­go w swo­jej dotych­cza­so­wej pra­cy z koń­mi. Klaus i jego bar­dzo spo­koj­ny, cier­pli­wy i meto­dycz­ny tryb tre­nin­go­wy wyda­je się być dla tego konia ide­al­ny. Bardzo podo­ba­ła mi się w szko­le­niu dba­łość o pod­sta­wy, to, że tre­ner zaczy­nał zawsze od uzy­ska­nia pra­wi­dło­we­go ryt­mu, potem roz­luź­nie­nia, kon­tak­tu, etc., a dopie­ro po uzy­ska­niu tych ele­men­tów prze­cho­dził do wyż­szych figur ujeż­dże­nio­wych. Dawało to świet­ne efek­ty, szcze­gól­nie widocz­ne dla mnie w przy­pad­ku mojej pod­opiecz­nej Marysi Stelmaszyk na koniu Londano, któ­ra po dwóch dniach takiej pra­cy zaczę­ła wyko­ny­wać ele­men­ty, w któ­rych popra­wa jako­ści była bar­dzo wyraź­na. Na tle innych tre­ne­rów, z któ­ry­mi pra­co­wa­łem, Klaus Balkenhol wyróż­niał się typo­wym „książ­ko­wym” podej­ściem do tre­nin­gu. Co ozna­cza, że zazwy­czaj, jak czy­ta­my teo­rię w książ­ce, to mówi­my sobie: „to mogę zro­bić ina­czej, tu mogę pójść na skró­ty” etc., nato­miast Klaus poka­zał, że nie war­to porzu­cać ani omi­jać kolej­nych szcze­bli pira­mi­dy wyszko­le­nia konia. Po trzech dniach tre­nin­gów z nim mie­li­śmy oka­zję prze­ko­nać się, że ta teo­ria w sta­nie nie­zmie­nio­nym napraw­dę dzia­ła i nale­ży się jej trzy­mać. W koń­cu to on w swo­im dorob­ku ma na kon­cie zło­te meda­le z kil­ku olim­piad, więc wie co mówi!

Filip Poszumski

Poniżej rozmowa z Jakubem Stępkowskim, właścicielem wydawnictwa „Świadome Jeździectwo”, dzięki któremu mogliśmy uczestniczyć w tym ważnym szkoleniu.

Czym się kierujesz zapraszając określone postaci czy to ze świata sportu ujeżdzeniowego, czy specjalistów np. od biomechaniki koni?

Kluczem jest dobre trak­to­wa­nie koni, sku­tecz­ność i bez­pie­czeń­stwo, a więc „kla­sy­ka”. Dziś dzię­ki bio­me­cha­ni­ce – nowej dzie­dzi­nie nauki – odkry­wa­my dla­cze­go pew­ne ruchy są moż­li­we, a inne nie. Wprawne oko oce­ni, czy koń dobrze się czu­je pod jeźdź­cem, czy po pro­stu cier­pi i – czy, nie­ste­ty, jak więk­szość koni spor­to­wych po zale­d­wie kil­ku sezo­nach skoń­czy karie­rę w rzeź­ni. Biomechanika poma­ga wpraw­ne­mu i nie­wpraw­ne­mu. Od „Biomechaniki ruchu konia dla jeźdź­ców” Karin Blignault, któ­ra bywa w Polsce regu­lar­nie, zaczę­li­śmy przy­go­dę z wydaw­nic­twem. A jesz­cze wcze­śniej było odkry­te i spro­wa­dzo­ne do Polski przez Annę Stępkowską „Ride With Your Mind”, któ­re zdo­by­wa sobie – nie tyl­ko u nas – coraz szer­sze gro­no sym­pa­ty­ków, co poka­za­li m. in. uczest­ni­cy tego­rocz­ne­go szko­le­nia w Polsce z jego twór­czy­nią – Mary Wanless. Zaprosiliśmy tak­że Gerda Heuschmanna, któ­ry uru­cho­mił zmia­nę men­tal­no­ści w świa­to­wej fede­ra­cji jeź­dziec­kiej i dopro­wa­dził do tego, że coraz wię­cej osób po pro­stu wsty­dzi się takie­go trak­to­wa­nia koni, za jakie jesz­cze w latach 1990-tych i póź­niej bito na zawo­dach bra­wo. Prawdziwą przy­jem­no­ścią było tak­że gosz­cze­nie Arthura Kottasa – wie­lo­let­nie­go naczel­ne­go jeźdź­ca i dyrek­to­ra Hiszpańskiej Szkoły Jazdy w Wiedniu, któ­ry na ponad 20-letnim, w peł­ni zdro­wym i wyspor­to­wa­nym koniu jeź­dził poka­zy ujeż­dże­nio­we. Jego książ­ka to przej­rzy­sty i sys­te­ma­tycz­ny wykład kla­sycz­ne­go ujeż­dże­nia. Jest pole­ca­na m. in. przez bry­tyj­ską fede­ra­cję jeź­dziec­ką, któ­rej zawod­ni­cy ujeż­dże­nio­wi odno­szą­cą zna­czą­ce suk­ce­sy spor­to­we.

Jak się udało zaprosić taką ważną osobę jak Klaus Balkenhol?

Jest już star­szym czło­wie­kiem, jego żona bro­ni do nie­go dostę­pu, na pew­no nie przy­je­chał do nas zaro­bić… Pomysł zapro­sze­nia Klausa Balkenhola zro­dził się pod­czas roz­mów z Gerdem Heuschmannem. Wspólnie z Moniką Tołkacz pod­ję­li­śmy wyzwa­nie i uda­ło się zor­ga­ni­zo­wać w Polsce szko­le­nie dla sze­ściu jeźdź­ców i ponad stu słu­cha­czy. Sądząc z opi­nii uczest­ni­ków, szko­le­nie było dla nich bar­dzo war­to­ścio­we. Ale dopro­wa­dze­nie pomy­słu do szczę­śli­we­go fina­łu rze­czy­wi­ście nie było pro­ste. Mam nadzie­ję, że następ­nym razem pój­dzie łatwiej. :-)

Jakich gości w niedalekiej przyszłości zaprosisz do nas?

Oprócz auto­rów i szko­le­niow­ców zna­nych już pol­skim jeźdź­com bar­dzo chciał­bym móc przed­sta­wić im Paula Belasika – naukow­ca, pisa­rza, spor­tow­ca, praw­dzi­wie rene­san­so­wą oso­bo­wość, czło­wie­ka same­mu szko­lą­ce­go konie do pozio­mu figur w powie­trzu, któ­re­go „Ujeżdżenie na XXI wiek” to zarów­no wykład o ujeż­dże­niu jak i fascy­nu­ją­ca histo­ria tej dys­cy­pli­ny. Niestety, fre­kwen­cja na szko­le­niach nie zawsze skła­nia do opty­mi­zmu. Ujeżdżenie kla­sycz­ne prze­gry­wa ze spor­to­wym. Wydaje się, że dziś łatwiej zdo­być medal niż wie­dzę.

Która z Twoich książek jest najbardziej wartościowa dla Ciebie, a która dla kupujących?

Trudno war­to­ścio­wać tak bar­dzo róż­nią­ce się od sie­bie książ­ki, jak nasze. Staramy się, żeby wyda­wa­na przez nas lite­ra­tu­ra jeź­dziec­ka sta­no­wi­ła dużą daw­kę solid­nej wie­dzy i skła­nia­ła do myśle­nia, reflek­sji nad pra­cą z koniem – dla jego i jeźdź­ca dobra. Dlatego cie­szy nas ogrom­na popu­lar­ność książ­ki Karin Blignault (wkrót­ce wzno­wie­nie „Biomechaniki…”), Mary Wanless czy Gerda Heuschmanna. Ale obser­wo­wa­ne przez nas zain­te­re­so­wa­nie np. „Masażem koni”, „Zachowaniami koni” czy pie­lę­gna­cją kopyt – o czym tak­że moż­na prze­czy­tać w innej naszej książ­ce – pozwa­la z opty­mi­zmem patrzeć w przy­szłość.

Wszystkim bar­dzo dzię­ku­ję za roz­mo­wy, Anna Cuber

Galeria zdjęć

Relacja foto­gra­ficz­na dostar­czo­na przez orga­ni­za­to­ra.

Hodowca i Jeździec